Po jedenastu latach żeglowania na mojej „Varsovii”
uznałem, że jacht jest bardzo dzielny, tylko trochę wolny, szczególnie na fali
oceanicznej. Brakuje też miejsca na składowanie różnych rzeczy. Postanowiłem
więc wydłużyć kadłub, bo prędkość jachtu w dużej mierze zależy od długości
linii wodnej. Dodatkowo dało to trochę miejsca na składowanie sprzętu.
„Varsovia” na wodzie z wydłużoną rufą, jeszcze nie wykończoną,
zaraz po powrocie do mariny.
Założeniem mojego
projektu było wykonanie przedłużenia, coś w rodzaju skrzynki przykręconej do
istniejącej pawęży, którą teoretycznie można by odkręcać. Chodziło o to, żeby
zachować oficjalną długość w rejestrze jachtowym. Wstępnie myślałem wydłużyć
tylko o około dwóch stóp (60 cm), jednak w trakcie prac wyszło ponad dwa razy
więcej, czyli mierząc po pokładzie ponad półtora metra.
Do wykonania
takiej skrzynki zaplanowałem zrobienie wewnętrznej formy, trzymającej się na
drewnianych deskach 2x4 cale.
Konstrukcja powstającej formy w czterech punktach trzymała
się na wspornikach wykonanych ze stali nierdzewnej. Wsporniki te miały później
trzymać całą nową konstrukcję wydłużenia jachtu.
Całość wewnętrznej formy wykonałem z płyty
spilśnionej.
Oryginalnie wydłużenie miało być mniejsze, ale w trakcie
prac zdecydowałem zwiększyć i dlatego na zdjęciu widać przedłużenie formy.
W przerwie prac,
mogłem popijać piwko i odpoczywać w gotowej do laminowania formie, której
długość umożliwiała wyciągnięcie nóg. Odchylenia od pionu, starej i nowej
pawęży były odwrotne, co zwiększało długość na poziomie pokładu.
Ewentualnie może
to być dodatkowe miejsce do spania, ale schowek na sprzęt był ważniejszy, niż
dodatkowe osoby załogi na tak małej łódce.
W istniejącej pawęży zrobiłem otwory na śruby, które miały
być wkręcane w nakrętki zamocowane i zablokowane, nie obracające się wewnątrz
jachtu. Wszystkie przepusty w istniejącej pawęży również przygotowałem do
połączenia z nową sekcją. Trzon steru zmodyfikowałem tak, żeby znajdował się
pomiędzy pawężą i nową sekcja wydłużenia jachtu.
Żeby nowa sekcja
nie przykleiła się do pawęży, nakleiłem folie plastikową a resztę formy
pokryłem specjalna pastą stosowana powszechnie do form tego typu. Paście takiej
nie dowierzałem, czy zapewni ona łatwe odłączenie nowej sekcji w razie
potrzeby.
Z perspektywy lat
nigdy nie było takiej potrzeby, bo odłączanie takiej rufy było by zbyt
skomplikowane. Przede wszystkim ze względu, jak pisałem wcześnie, zwiększenie
planowanego wydłużenia. Czyli większa i cięższa konstrukcja.
Zacząłem laminowanie podczas, którego nie żałowałem
żywicy poliestrowej, mat i tkaniny z włókna szklanego.
Po zalaminowaniu
pierwszych warstw na pawęży, zrobiłem z
twardego drewna podkładki pod śruby, które będą później łączyć nową sekcję ze
stara pawężą. Następnie zalaminowalem całość. W otwory na te śruby wstawiłem
rurki i uszczelnienie, żeby woda nie dostawała się tam a była możliwość prostego odkręcania śrub
z jednej strony, bo wewnętrzne nakrętki były zablokowane i nie obracały się.
Następnie
wlaminowałem poziome i pionowe przegrody ze sklejki, które wzmocniły całość
nowej konstrukcji.
Wszystkie te przegrody pokryłem laminatem.
Pokład na nowej sekcji wykonałem ze sklejki 3/8 cala i
przylaminowalem do burt i pawęży.
Następnie wyciąłem otwór na nadbudówkę. Mogłem wtedy wejść
do środka i laminować od środka połączenie pokładu z burtami i pawężami.
Na nadbudówkę
użyłem materiał odpadowy.
Ktoś w marinie robił prefabrykowane płaskie płyty z FG,
które dla usztywnienia stosował drewno balsa i łączył je matą włókna szklanego,
nasycając żywicą poliestrową. Niestety żywica mu nie stwardniała i dużo takich
płyt wyrzucił do śmietnika. Dla mnie okazało się to wspaniałym materiałem.
Miałem trochę zabawy z lepiąca się żywicą, ale odłączyłem balsę i zostały mi
płyty czystego FG o grubości około ¼ cala (6 mm).
Materiał ten użyłem do nadbudówki i przez następne lata
używałem go również przy innych modyfikacjach i naprawach mojej „Varsovii”.
Gotowa nowa sekcja wydłużonej łódki z nadbudówką, surowy FG.
Burta, pokład i nadbudówka nowej sekcji
pomalowane. Pozostały prace wykończeniowe.
Przy okazji wydłużenia jachtu zdecydowałem na wymianę silnika.
Poprzednio miałem jednocylindrowy silnik Volvo-Penta MD5B o mocy 7.5 KM. Nowy
trzycylindrowy MD2020 o mocy 20 KM.
Wszystkie prace instalacji
silnika, łącznie z podniesieniem na bomie z samochodu i wstawieniem go na nowym
fundamencie wykonałem sam. Jedynie przy dokładnym ustawianiu i dopasowaniu na
fundamencie oraz regulacji okazyjnie pomagali mi koledzy.
Poprzedni silnik też był saildrive, ale
fundament nie pasował i prościej było wyciąć stary i wlaminować nowy. Dużo
innych elementów instalacyjnych też nie pasowało i wymagało to dużo pracy.
Wydłużenie
“Varsovii” zakończone, pozostało jeszcze tylko wykończenie: zamknięcie kabiny,
okucia, kosz rufowy, relingi itp. Większość z tych prac robiłem już na wodzie w
marinie.